Jeszcze kilka miesięcy temu nie zakładałem, że w 2026 roku będę siedział przed monitorem LG Flatron L193ST, obok którego stoi PlayStation 2 Slim kupione niedawno na aukcji, i zastanawiał się, czy Crazy Frog naprawdę potrzebował własnej gry wyścigowej. Tymczasem płyta wędruje do konsoli, pojawia się charakterystyczny ekran startowy PS2, a chwilę później jestem mentalnie gdzieś pomiędzy połową lat 2000. a internetem sprzed ery TikToka.

Crazy Frog Racer 2 powstało w studiu Neko Entertainment i trafiło na PlayStation 2 oraz PC. W Europie gra pojawiła się w 2006 roku, natomiast w Stanach Zjednoczonych została wydana jako Crazy Frog: Arcade Racer. Sam pomysł na tę produkcję idealnie oddaje swoją epokę. Crazy Frog był wtedy wszędzie – w telewizji, teledyskach, reklamach dzwonków na telefon i na płytach. Dzisiaj ta gra działa trochę jak kapsuła czasu zamknięta na DVD.

PS2 Slim, Flatron i podróż do połowy lat 2000.

Celowo nie odpalałem gry na emulatorze. Chciałem zobaczyć ją na sprzęcie, dla którego została przygotowana. PS2 Slim, fizyczna płyta i stary Flatron robią tutaj większą robotę, niż początkowo zakładałem. Obraz nie jest idealnie ostry, interfejs bezlitośnie zdradza swój wiek, a grafika nawet nie próbuje udawać czegoś współczesnego.

I właśnie to mi pasowało.

crazy frog 1

Technicznie Crazy Frog Racer 2 trudno nazwać pokazem możliwości PlayStation 2. Trasy są proste, otoczenie ubogie, a modele postaci wyglądają momentami jak zabawki wyciągnięte z promocyjnego zestawu płatków śniadaniowych. Na Flatronie wszystko składa się jednak w zaskakująco spójną całość. Nie patrzę na wygładzony obraz emulatora w 4K. Widzę typową budżetową grę, jakich na PS2 nie brakowało.

Mario Kart z kiosku? Mniej więcej

Rdzeń zabawy jest banalny. Wybieram zawodnika i ścigam się z przeciwnikami, po drodze korzystając z różnych bonusów. Są mistrzostwa, pojedyncze wyścigi, jazda na czas oraz tryb Chase. Twórcy dorzucili też rytmiczne Dance Frog, Froggy Pinball i jukebox. Cztery główne puchary zabierają mnie m.in. na trasy miejskie, śnieżne i plażowe.

Na papierze nie brzmi to nawet źle. Problem zaczyna się, kiedy łapię DualShocka.

Model jazdy jest bardzo lekki i prawie pozbawiony głębi. Samochody reagują wystarczająco poprawnie, żebym nie walczył bez przerwy ze sterowaniem, ale trudno mówić o satysfakcjonującym opanowywaniu zakrętów. Bariery często wręcz prowadzą pojazd za mnie. Mogę wejść w zakręt niezbyt elegancko, odbić się od bandy i jechać dalej.

Podobne spostrzeżenia pojawiają się w jednej ze współczesnych retrospektywnych recenzji. Autor Maximum Utmost zwrócił uwagę, że sterowanie samo w sobie jest całkiem funkcjonalne, ale bariery i konstrukcja tras praktycznie zdejmują z gracza karę za błędy.

crazy frog 2

Przez pierwsze kilkanaście minut myślałem więc: „hej, wcale nie jest tak tragicznie”.

Później zrozumiałem, że właśnie to jest problem. Gra niemal nie wymaga ode mnie nauki. Trasy zakręcają, opadają i czasami wyrzucają samochód w powietrze, ale szybko zaczynają mi się ze sobą zlewać.

Największym przeciwnikiem jest sam Crazy Frog

Jest jeden element, którego nie da się dobrze pokazać na screenach – dźwięk.

Crazy Frog odzywa się często, a wśród utworów pojawiają się jego wersje „Axel F”, „Popcorn”, „The Final Countdown”, „I'm Too Sexy” czy „Hey Baby”.

Przez chwilę jest zabawnie. Po dłuższej sesji zaczynam rozumieć, dlaczego recenzenci byli kiedyś dla tej produkcji tak brutalni. Wersja na PS2 uzyskała na Metacritic średnią 29/100, a IGN ocenił amerykańskie wydanie na zaledwie 2,5/10.

Ja aż tak daleko bym nie szedł.

Gdyby ktoś wyciął z gry Crazy Froga i zastąpił go anonimowymi maskotkami, zostałby przeciętny, budżetowy kart racer, o którym prawdopodobnie nikt dzisiaj by nie pamiętał. Paradoksalnie to właśnie irytujący bohater sprawia, że produkcja jest jednocześnie gorsza i znacznie ciekawsza.

To trochę jak oglądanie wyjątkowo tandetnej reklamy sprzed dwudziestu lat. Jest zła, ale właśnie dlatego trudno oderwać wzrok.

Internet nie zapomniał o Crazy Frogu

Po kilku wyścigach zacząłem sprawdzać, jak Crazy Frog Racer 2 wspominają inni gracze. Reddit okazał się niemal tak zabawny jak sama gra.

W jednym z wątków na r/PS2 użytkownik stwierdził, że dwójkę warto sprawdzić dla samego żartu, ponieważ posiada całą tandetę i dziwactwo, jakiego można oczekiwać od gry z Crazy Frogiem. Inny gracz przyznał, że jako siedmiolatek świetnie się przy niej bawił i dopiero później dowiedział się, że produkcja uchodzi za fatalną.

Jeszcze lepszy jest przypadek kolekcjonera, który kupił zapieczętowaną amerykańską kopię i zapytał społeczność, czy powinien ją otworzyć.

Odpowiedzi były bezlitosne.

Jedni radzili zachować grę w folii, inni żartowali o jej spaleniu albo o tym, żeby przypadkiem nie „uwolnić” zawartości pudełka. Jednocześnie znalazły się osoby, które autentycznie chciałyby ponownie mieć własny egzemplarz.

To chyba najlepsze podsumowanie reputacji Crazy Frog Racer 2. Dla jednego gracza jest śmieciem. Dla drugiego dziwną pamiątką dzieciństwa.

Jeszcze zabawniej wygląda Metacritic. Obok niskich ocen można znaleźć całe serie użytkowników wystawiających grze 10/10 i opisujących ją żartobliwie jako jedno z największych arcydzieł generacji. Są jednak również bardziej wyważone opinie: jeden z użytkowników przyznał wprost, że grafika i sterowanie są słabe, ale jako „trash game” produkcja potrafi być naprawdę zabawna.

Co ciekawe, Crazy Frog ma nawet swoją małą społeczność speedrunnerów. Na Speedrun.com nadal istnieją tablice wyników Crazy Frog Racer 2 z kategorią przejścia całej gry oraz poszczególnych pucharów. Ktoś więc najwyraźniej spojrzał na tę grę i pomyślał: „dobrze, ale co jeśli przejdę ją jeszcze szybciej?”.

Szanuję.

Gra próbuje być czymś więcej niż wyścigami

Twórcy nie ograniczyli się do samego ścigania. Pinball, minigra rytmiczna oraz jukebox sprawiają, że całość przypomina momentami interaktywny produkt reklamujący cały fenomen Crazy Froga.

Dance Frog każe mi wciskać odpowiednie przyciski w rytm muzyki i oferuje kilka poziomów trudności. Nie kupiłbym gry tylko dla tego dodatku, ale jego obecność świetnie pokazuje mentalność tamtych czasów: skoro dzieciaki znają postać z teledysków, trzeba umieścić ją wszędzie, gdzie tylko się da.

Dziwnie prezentuje się również skład zawodników. Obok Crazy Froga pojawiają się m.in. Ellie, Jack, Flash, Grim, Bobo, Boss Drone oraz The Holiday Thing. Patrząc dzisiaj na ekran wyboru bohatera, mam wrażenie, jakbym odkrywał zapomniany merchandising franczyzy, o której większość ludzi pamięta głównie za sprawą „Axel F”.

Czy Crazy Frog Racer 2 naprawdę jest aż tak zły?

Po latach mam problem z wystawieniem tej grze oceny równie niskiej jak dawni recenzenci.

Nie dlatego, że odkryłem zapomniane arcydzieło.

Crazy Frog Racer 2 jest płytkie, powtarzalne i ma mało interesujące trasy. Nie daje mi również tego przyjemnego poczucia, że z każdym kolejnym wyścigiem zaczynam lepiej rozumieć model jazdy. Pod tym względem pozostaje po prostu słabym kart racerem.

9

W 2026 roku patrzę jednak na niego trochę inaczej.

Odpalam niedawno kupioną PS2 Slim, patrzę na surowy obraz Flatrona L193ST, słyszę absurdalne odgłosy Crazy Froga i przez chwilę czuję się tak, jakbym grzebał w pudełku ze starymi płytami, magazynami i gadżetami z połowy lat 2000.

Czy poleciłbym tę grę komuś, kto szuka po prostu dobrych wyścigów? Nie. Biblioteka PlayStation 2 ma znacznie lepsze propozycje.

Jeżeli jednak ktoś tak jak ja wraca dziś do oryginalnego sprzętu, zbiera dziwne gry albo lubi sprawdzać tytuły mające reputację katastrof, robi się znacznie ciekawiej.

To nie jest dobra gra.

Ale jest świetnym eksponatem swojej epoki.

Po kilku wyścigach nie wyjąłem więc płyty z konsoli z poczuciem zmarnowanego czasu. Czułem się bardziej tak, jakbym odkopał wyjątkowo tandetną pamiątkę z internetu, którego już nie ma.

A czasami właśnie dla takich rzeczy warto mieć pod starym Flatronem PlayStation 2.